KORONA W MROKU, CZYLI BESTIA BUDZI SIĘ DO ŻYCIA - RECENZJA #71

Tytuł oryginalny: Crown Of Midnight Seria: Szklany tron #2 Autor: Sarah J. Maas Data premiery: 2 kwietnia 2014 Wydawnictwo: Uroboros ...



Tytuł oryginalny:
Crown Of Midnight
Seria: Szklany tron #2
Autor:
Sarah J. Maas
Data premiery:
2 kwietnia 2014
Wydawnictwo:
Uroboros
Liczba stron:
492

PIERWSZE ZDANIE:




OPIS:
Celaena, jako nowa Królewska Obrończyni, zamieszkała w Szklanym Pałacu wraz z osobami, na które może liczyć. Wiedzie wygodne życie, ma ludzi, którzy jej usługują, a za każde dobrze wykonane zadanie zostaje sowicie nagrodzona przez króla. Tak wygląda jej służba i jednocześnie droga ku wolności

Do jej obowiązków należy jednak także bezszelestne wkradanie się na dwory i posesje oraz
odbieranie życia tym, którzy czymś podpadli królowi lub stanowią dla niego zagrożenie. Dziewczyna musi bez żadnego sprzeciwu wypełniać polecenia władcy, bez względu na to, kogo dotyczyłaby jej misja. Jednym z jej celów okazuje się Archer Finn – dawny znajomy Celaeny z Twierdzy Zabójców, oskarżony o zdradę i udział w spisku. Czy zabójczyni będzie potrafiła spojrzeć w znajomą twarz i bezlitośnie wycisnąć z niej życie? Na dodatek, Oko Eleny, które Celaena nosi na piersi, coraz częściej ożywa i daje dziewczynie sygnały, rozbłyskając, co nie może oznaczać nic dobrego…



OPINIA:
Po lekturze
Szklanego tronu byłam całkowicie pochłonięta fantastycznym światem, jaki znalazłam w tej książce. Zakochałam się w klimacie i magii tej powieści, która nie dawała mi spokoju jeszcze długo po przeczytaniu ostatniego słowa. Nie mogłam więc długo czekać i jak najprędzej musiałam zdobyć kolejne tomy serii, która tak bardzo zapisała się w moim sercu. Czy nie miałam jednak zbyt dużych oczekiwań? Czy drugi tom dorównał poziomem pierwszemu?

Korona w mroku pozwala nam poznać naszą bohaterkę, Celaenę Sardothien, z zupełnie innej strony. Coraz częściej przeistacza się ona w bezwzględną i śmiercionośną maszynę do zabijania, gotową zniszczyć wszystko, co stanie jej na drodze do osiągnięcia celu. Jej wściekłość, która całkowicie przejmuje kontrolę nad jej umysłem, jest zdolna zetrzeć na proch wszystkie przeszkody. Może dziwnie to mówić, ale dobrze było widzieć Celaenę w tym wydaniu. Chociaż równie wielką sympatią darzę jej codzienną nieco arogancką i zuchwałą wersję, to patrzenie na nią, kiedy stawała się groźną bestią, dostarczało wielu emocji – szczególnie strachu i niepokoju, ale także podziwu.



Co się tyczy naszej głównej bohaterki, zauważyłam też, że w drugim tomie
Szklanego tronu była ona mistrzynią w podejmowaniu impulsywnych i bezmyślnych decyzji, które zawsze były brzemienne w skutkach. Celaena raz po raz robiła głupie błędy, które potem sama musiała naprawiać, jednak nie tylko ona cierpiała wskutek tych pomyłek. Niestety, Korona w mroku jest nieznośnym łamaczem serc, jeśli chodzi o bohaterów, którzy nie pojawią się już na kartach tej serii. Musieliśmy pożegnać się z pewną znaczącą postacią, za co miałam ochotę udusić Sarah J. Maas, ale jednocześnie gdzieś w mojej głowie zrodziła się myśl, że może plan autorki ma jakieś głębsze dno i uśmiercenie pewnych bohaterów ma jakiś większy cel.

Teraz słowo o samej akcji książki. Zawsze w trakcie lektury prowadzę zapiski, dzięki którym w czasie pisania recenzji nie zapominam o żadnym elemencie, o którym chciałam wspomnieć. Tym razem wszystkie moje notatki odnoszące się do tempa i akcji powieści były sprzeczne. Dlaczego? Otóż po dosyć spokojnym i stonowanym początku nagle następuje totalny zwrot, po którym chce się tylko czytać, czytać i jeszcze raz czytać! Kiedy jednak maksymalnie podekscytowani przechodzimy przez kolejne strony, czeka nas niespodziewany przestój, który zieje nudą, a oczy same się zamykają… Następnie akcja kolejny raz przyśpiesza, a potem zwalnia i tak w koło Macieju. Przez to, że ta powieść wydawała mi się taka nierówna i porwana, bardzo męczyłam się jej lekturą, ciężko brnęło mi się przez kolejne strony, jednocześnie starając się nie zasnąć…

Byłam tym trochę rozczarowana, bo
spodziewałam się, że książka porwie mnie tak samo jak pierwszy tom. Nie potrafię nawet podać szczególnego powodu, który sprawił, że w niektórych momentach nudziłam się jak mops - po prostu nie potrafiłam wciągnąć się w lekturę.



Nie oznacza to jednak, że
Korona w mroku mi się nie podobała – o nie! Jest w niej dużo zaskoczeń, a jeśli już trafił się ten fragment, który zdołał wystarczająco mnie zainteresować, mogłam nie jeść, nie pić, nie oddychać, byle tylko go skończyć! Nie od dziś wiadomo też, że Sarah J. Maas jest mistrzynią pisania zakończeń, które wbijają w fotel i człowiek czuje się po nich jak zmielona i przeżuta kulka dezorientacji i szoku. Tak też było i tym razem – jakkolwiek porwana i nierówna byłaby akcja Korony w mroku, końcówka wciąż była fenomenalna i zapierająca dech w piersiach.  Po jej przeczytaniu dosłownie grzechem byłoby nie sięgnąć po kolejne tomy.

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej
rzeczy, której mi tu brakowało. Nie chcę tutaj spojlerować, więc celowo nie użyję imienia bohatera, ale jeśli ktoś jest już po lekturze drugiego tomu serii, ten wie, o kogo chodzi – za każdym razem, kiedy dochodziło w końcu do zbliżenia Celeany z Panem X, autorka nagle przerywała akcję i przechodziła do perspektywy innego bohatera lub zaczynała opowieść w innym momencie.  Brakowało mi tutaj tak szczegółowych opisów, jakie mogliśmy przeczytać choćby w Dworze cierni i róż… Wiem, że seria Szklanego tronu powstała dużo wcześniej i pewnie w tym czasie styl autorki się zmienił, ale mam nadzieję, że w kolejnych tomach Maas zaserwuje nam więcej pikantnych szczegółów.



Ostatnia sprawa, to to, co uwielbiałam w
Szklanym tronie i to, co uwielbiam równie mocno w Koronie w mroku dialogi pomiędzy Celaeną i Chaolem lub Dorianem (chociaż głównie Chaolem). Mam tu na myśli słowne potyczki i przekomarzania bohaterów, przez które uśmiech sam cisnął mi się na usta. Uwielbiam zuchwałość i butność Celaeny, która wychodzi na światło dzienne właśnie w takich momentach. Jest to zdecydowanie moja ulubiona część dialogów w książce.

PODSUMOWANIE:

Pomimo tego, że akcja Korony w mroku nie porwała mnie tak, jak bym sobie tego życzyła, i przez pewną część książki walczyłam z sennością, starając się utrzymać obudzony umysł i skupić się na treści, nie wyobrażam sobie, abym mogła zakończyć przygodę z tą serią po drugim tomie. Mam ogromne szczęście, bo Dziedzictwo ognia czeka już na mojej półce, więc z radością będę mogła poznać dalsze losy Celaeny, Chaola i Doriana. Gorąco polecam Wam zarówno całą serię Szklanego tronu, jak i samą Koronę w mroku!



Za możliwość lektury bardzo gorąco dziękuję wydawnictwu Uroboros :)


_________________________
Zapraszam także na:


FACEBOOK: Books of Souls
INSTAGRAM: books.of.souls

You Might Also Like

0 komentarze