
Hej, kochani! Od premiery tego filmu, a tym bardziej książki, minęło już sporo czasu, ale ja postanowiłam przeczekać cały ten szum i dopiero teraz sprawdziłam, o co chodzi. Mowa to o książce Cecilii Ahern Love, Rosie oraz jej filmowej ekranizacji. Dzisiejszy post nie będzie recenzją książki, ani tym bardziej filmu, bo nie jestem w tej dziedzinie żadnym ekspertem. Będzie to po prostu luźna wymiana myśli na temat tej powieści oraz ekranizacji, nakręconej na jej podstawie. Zapraszam! :)
TROCHĘ O KSIĄŻCE...

Wiecie, pierwszy raz zdarzyło mi się czytać powieść epistolarną, to znaczy taką, która składa się tylko z wiadomości wymienianych między bohaterami. Zero dialogów, zero narracji. I, o tak, ten rodzaj książki bardzo przypadł mi do gustu. Jeśli istnieje więcej takich powieści, a ja o nich nie wiem, to z chęcią je poznam. Dzięki temu, że o wydarzeniach dowiadujemy się z listów, maili lub wiadomości na czacie, nie dostajemy szczegółowego opisu akcji, co daje nam możliwość snucia domysłów i zgadywania.
Tym, co urzekło mnie w historii Alexa i Rosie, była ich cudowna relacja. Przyjaźń od najmłodszych lat, spędzony wspólnie okres dojrzewania i w końcu wyjazd Alexa do Stanów Zjednoczonych, który bynajmniej nie przeszkodził im w utrzymywaniu kontaktów. Mój Boże, tak bardzo polubiłam tych bohaterów! A szczególnie Rosie, która miała ironiczne poczucie humoru, pasujące do mnie doskonale.

Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że czytam dużo książek, w których bohaterowie dojrzewają podczas akcji książki i możemy śledzić ich losy od wieku nastoletniego do dorosłości. Wydaje się to wyjątkowe, bo zdecydowana większość książek młodzieżowych, których czytam znacznie więcej, skupia się na młodości bohatera, który jako nastolatek przeżywa liczne rozterki i pierwsze miłości. Powieści, w których bohaterowie są dorosłymi ludźmi mają w sobie jedną cechę, która przemawia za nimi w konfrontacji z bohaterami nastoletnimi: pokazują, że życie nie kończy się, kiedy osiąga się wiek 20 lat, lecz dopiero zaczyna się, kiedy wkraczasz w dorosłość. Pokazują, że miłość możesz znaleźć również jako trzydziesto-, czterdziesto- lub nawet sześćdziesięciolatka!Historia Alexa i Rosie była... urocza. Tak mogłabym opisać ją jednym słowem. Ma w sobie tyle humoru i uroku, że trudno czytać ją bez uśmiechu na ustach. W dodatku bohaterów spotykają tak prawdziwe, nierzadko komiczne sytuacje, że książka staje się bardzo autentyczna.
TROCHĘ O FILMIE...

Jakie różnice zauważyłam między filmem a książką? Cóż, pewnie było ich wiele, na przykład w ekranizacji dodano lub delikatnie zmieniono wydarzenia z książki, ale wciąż nie były to tak astronomiczne różnice, żeby nie można było powiedzieć, że jest to film NA PODSTAWIE książki. Z takich większych rozbieżności mogę zauważyć, że w filmowej adaptacji rola Phila i Ruby jest nieco inna oraz Greg, czyli mąż Rosie, i Brian, czyli ojciec Katie, są jedną i tą samą osobą, podczas gdy w książce są dwiema różnymi postaciami.

Największą zaletą filmu byli według mnie aktorzy obsadzeni w głównych rolach. No halo! Jak można oprzeć się Samowi Claflinowi? :D Piękna aktorka, nieprzyzwoicie przystojny aktor... Na nich zwyczajnie przyjemnie się patrzyło. Sam i Lily Collins tak świetnie ze sobą współgrali, jakby naprawdę znali się od lat. Co do ich gry aktorskiej, to oby dwoje są tak świetnymi aktorami, że chyba nie ma tu czego komentować.
W filmie pojawiło się kilka ponadprogramowych scen, których nie znajdziemy w filmie, ale każda z nich była dobrze przemyślana i działała tylko na korzyść widza. Moim zdaniem film bardzo dobrze oddał klimat historii Alexa i Rosie. Został zachowany ten niezwykły urok i czar, który sprawiał, że nie dało się patrzeć na ekran bez uśmiechu.
A WIĘC CO LEPSZE? - KSIĄŻKA VS FILM

Cóż, bardzo ciężko wybrać. Według mnie zarówno książka Cecilii Ahern, jak i jej adaptacja filmowa, są bardzo dobre. Na korzyść powieści działa to, że została była ona napisana w sposób epistolarny, który bardzo mi się spodobał. Znów zaletą filmu są aktorzy, którzy świetnie odegrali swoje role, a każdego z osobna naprawdę uwielbiam.
A co Wy sądzicie? Z tego, co wiem, bardzo wielu z Was miało okazję czytać książkę albo oglądać film lub zrobić obie rzeczy. Chętnie poznam Waszą opinię - dzielcie się uwagami w komentarzach! :)
_________________________
Zapraszam także na:
FACEBOOK: Books of Souls
INSTAGRAM: books.of.souls
