Tytuł oryginalny: The One Memory of Flora Banks
Autor: Emily Barr
Przekład: Ewa Pater-Podgórna
Data premiery: 27 kwietnia 2017
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 328
PIERWSZE ZDANIE:

OPIS:
Gdy Flora Banks miała dziesięć lat, w jej głowie wykryto guza, którego szczęśliwie
udało się usunąć operacyjnie. Razem z guzem zniknęła jednak znaczna część jej
pamięci, wobec czego dziewczyna cierpi na amnezję następczą: posiada
wspomnienia sprzed choroby, ale nie jest w stanie zapamiętać niczego nowego. Osoby,
obrazy i myśli siedzą w jej głowie przez kilka godzin, po czym wyparowują.
Flora wypracowała sobie niezawodny system zapisywania notatek na małych
karteczkach oraz na własnych rękach, który pomaga jej nie pogubić się w
otaczającej ją rzeczywistości.
Pewnego dnia w życiu Flory następuje przełom:
dziewczyna całuje się na plaży z chłopakiem i… wspomnienie o tym wydarzeniu
pozostaje w jej głowie! Dziewczyna jest gotowa podążać za tym nowym
wspomnieniem, które zaprowadzi ją w mroźne tereny norweskiego koła
podbiegunowego, w które udaje się Drake. Na przekór własnym ograniczeniom,
dziewczyna wyrusza w poszukiwanie chłopaka, któremu udało się poruszyć coś, co
wydawało się niemożliwe do zmiany.
Z motywem utraty pamięci spotkałam się już kilka razy: pojawił się między
innymi w książkowej historii Charlie i Silasa z Never Never oraz z ekranizacji Christophera Nolana pod tytułem
Memento. O ile film z Guyem Pearce’em w roli głównej przypadł mi do gustu,
koncepcja Never Never była
niesamowicie dziurawa. Sięgając po Jedyne
wspomnienie Flory Banks byłam bardzo ciekawa, jak ten motyw zostanie
przedstawiony tym razem.
Warto zacząć od tego, że książka napisana jest w
niezwykle specyficzny sposób, który jest ściśle związany z umysłem głównej
bohaterki – w końcu to właśnie Flora prowadzi nas przez tą historię. Czytając,
można odnieść wrażenie, że powieść jest podzielona na części. Składa się ona z
pojedynczych obrazów przedstawiających wydarzenia z przedziału zaledwie kilku
godzin, a w wielu z nich można dostrzec powtarzające się elementy takie jak przypominanie,
kim jest główna bohaterka, gdzie się znajduje, co właśnie zamierzała zrobić,
zanim w jej umyśle nastąpił pewnego rodzaju „reset”. Choć czytanie historii
spisanej w ten sposób było miejscami frustrujące, to można było wczuć się w
sytuację Flory, która musiała polegać na spisanych w biegu notatkach, aby wiedzieć,
co się wokół niej dzieje.
Powieść rozpoczyna się z przytupem: od razu
dostajemy na tacy intrygującą bohaterkę, zwrot akcji w postaci nowego
wspomnienia, które jej umysł wydaje się zaskakująco zapamiętywać bez problemu, oraz
– no właśnie – motyw podróży, czyli coś, na co czekałam z niecierpliwością.
Nieczęsto zdarza mi się czytać opowieści, w których główną rolę odgrywa podróż,
wobec czego byłam nastawiona niezwykle pozytywnie do wyprawy podejmowanej przez
Florę. Mogła się ona stać tym bardziej wyjątkowa, że dziewczyna wyjeżdża w
klimatyczne, mroźne okolice norweskiego Svalbardu. Okazało się jednak, że
podróż nie będzie w tej książce motywem wiodącym, a jedynie dodatkiem
pojawiającym się gdzieś na uboczu. Nie ukrywam, że byłam tym faktem nieco
rozczarowana – wątek podróży do tak fascynującego miejsca został pokonany przez
wątek miłosny, który odgrywa tutaj pierwszoplanową rolę. Wprawdzie dostajemy
kilka opisów wyspy: wyprawy statkiem i spotkania z niedźwiedziami polarnymi,
ale… czuję, że można było wycisnąć z tego motywu znacznie więcej.
Do zdecydowanych zalet powieści należy jej
końcówka, w której dostajemy szalenie ciekawy obraz psychologiczny bohaterów. I
nie mam tu na myśli tylko samej Flory, ale również jej rodziców i osób, które się
o nią troszczą. Poznajemy ich motywację i sekrety, a tym samym wszystkie
tajemnice, które towarzyszyły nam podczas czytania, stają się jasne. Dla mnie,
jako że interesuje mnie wszystko, co związane z psychiką człowieka, było to
fantastyczne zakończenie książki. Żałuję jednak, że nie od początku było tak
ciekawie.
PODSUMOWANIE:
Ogólnie rzecz biorąc Jedyne wspomnienie
Flory Banks jest dobrą książką dla młodzieży. Nie uznałabym jej w żadnym
stopniu za wybitną, jednak czytało mi się ją na tyle przyjemnie, że nie będę
wspominać jej z niechęcią. Motyw amnezji został tu wykorzystany w interesujący
sposób i nie mogę zarzucić autorce, (jak to było w przypadku Never Never), że nie miała pomysłu na
jego użycie. Ta powieść ma swoje wady, jak i zalety, dlatego nie jestem pewna,
czy z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jako lekka lektura dla samej rozrywki –
bardzo proszę. Jako coś ambitniejszego, co będziecie mogli wspominać wiele
tygodni później – niekoniecznie.
★★★★★★☆☆☆☆ (niezła)


