POWIEDZ MI SZCZERZE... BOOK TAG

Hej, kochani! Przychodzę dziś z kilkoma pytaniami i odpowiedziami związanymi z książkami, czyli Book Tagiem . Choć pewnie powinnam ...



Hej, kochani! Przychodzę dziś z kilkoma pytaniami i odpowiedziami związanymi z książkami, czyli Book Tagiem. Choć pewnie powinnam zamieszczać taki post po otrzymaniu nominacji, ale co tam! Znalazłam poniższy Tag gdzieś w czeluściach Internetu i nominowałam sama siebie, bo miałam ochotę ;) Zaczynamy!



Ciężko stwierdzić, ponieważ mam na swoich półkach kilka książek jeszcze z dzieciństwa. Nie jest ich wiele, dlatego że dużą część zdecydowałam się rozdać – czy to w szkole, czy też na jakichś kiermaszach książki – jednak wciąż coś tam mam. Zostawiłam sobie tylko te pozycje, które darzę największym sentymentem: między innymi serię o Mikołajku, Niewiarygodne przygody Marka Piegusa Edmunda Niziurskiego i A wszystko przez Faraona :)



Jestem właśnie w trakcie czytania Cienia i kości Leigh Bardugo, czyli pierwszego tomu Trylogii Griszy, oraz jednej z moich dwóch lektur szkolnych na wakacje, czyli Potopu. Kilka dni temu skończyłam powieść A.J. Steiger Moje serce, mój wróg, natomiast kolejną książką, po jaką zamierzam sięgnąć, jest Bardzo złe miejsce Tim Weavera.



Pewnie jest kilka takich książek, choć zwykle nawet te najgorsze powieści zwykle określam mianem pieruńsko słabych, nie zasługujących na uwagę tworów, natomiast nie darzę ich żadną wielką nienawiścią. Na myśl przychodzi mi tylko Dziesięć płytkich oddechów K.A. Tucker lub Nic do stracenia Kirsty Moseley, które były koszmarne, jednak całkiem sporej ilości osób mocno przypadły do gustu.



Zwykle mówię tak o klasykach literatury, po które chciałabym sięgnąć, jednak prawdopodobnie nigdy tego nie zrobię, ponieważ powtarzanie tej obietnicy w kółko jakoś niekoniecznie zbliża mnie do realizacji postanowienia. Jeśli jednak chodzi o książki, które już mam na półce, to sytuacja wygląda podobnie z Pielgrzymem Terry’ego Hayesa, którego kupiłam ponad dwa lata temu, a wciąż stoi nieruszony.



Zawsze wyobrażam sobie, że na emeryturze w końcu przekonam się do powieści obyczajowych. Pewnie jest to zupełnie nieprawdziwe skojarzenie, ale takie książki zawsze wydawały mi się pasować dużo bardziej do pociesznych pań emerytek niż do kobiet w jakimkolwiek innym wieku. Jednak szansa na to, że mój gust czytelniczy tak bardzo się zmieni, nie jest wielka, więc myślę, że na emeryturze, gdy będę miała wystarczająco dużo czasu, będę zaczytywała się we wszystkich książkach Agaty Christie.



Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego niektórzy zaglądają na ostatnią stronę książki przed rozpoczęciem czytania, tym samym odbierając sobie całą przyjemność odkrywania tajemnicy i poznawania zakończenia. Jak dla mnie jest to największa książkowa zbrodnia! I nigdy nie zdarzyło mi się tego zrobić. Zawsze wcześniej sprawdzam, ile dana książka ma stron, jednak w takich momentach uciekam wzrokiem TYLKO w dół strony, patrząc na liczbę i unikając spoglądania na cokolwiek innego.



Z pewnością nie jest to marnowanie papieru – autor ma prawo umieścić w swojej książce cokolwiek, na co tylko ma ochotę, a jeśli decyduje się na zamieszczenie kilku słów do czytelników, wyjaśnienia treści książki lub podziękowań, to widocznie jest to dla niego ważne. Inna sprawa to to, czy czytam te przedmowy, posłowia i wprowadzenia. Najczęściej nie, aczkolwiek gdy książka jest naprawdę fascynująca, a autor ma coś ważnego do przekazania również po jej zakończeniu, zawsze czytam całość. Nigdy nie odpuszczam także takich dopisków w powieściach moich ulubionych autorów, między innymi J.K. Rowling, Johna Greena i Matthew Quicka.



Prawdopodobnie z żadnym. Tak jak każdy człowiek ma swoje problemy, tak i każdy bohater książkowy ma własne, czasem nawet ma ich o wiele więcej, niż to realne. Chyba nie miałoby sensu wymienianie się życiowymi trudnościami, chociaż… w uniwersum Harry’ego Pottera, pełnym magii, może jakoś przyjemniej byłoby je znosić ;)



Moja pamięć (zwykle słaba) czasem mnie zadziwia i potrafię dokładnie powiedzieć, w jakich okolicznościach czytałam, na przykład, Złodziejkę książek w 2014 roku. Jednak rzadko kiedy lektura łączy się w jakiś szczególny sposób z danym okresem w moim życiu. Jedynie co, to seria o Harrym Potterze kojarzy mi się z pięknymi czasami podstawówki, kiedy to poznawałam ją po raz pierwszy i zakochałam się w tym fantastycznym świecie.



W 99,9% przypadków książki zdobywam w najbardziej typowy ze wszystkich sposobów zdobywania książek – dostaję od wydawnictw, kupuję bądź dostaję w prezencie. Odstępstwem od tej zasady, które gdzieś tam można by uznać za nietypowe, jest wymiana książkowa podczas Targów Książki w Krakowie, na którą jeżdżę co roku. W 2016r. udało mi się tam wyszarpnąć komuś z ręki jeden z tomów Metra Dmitrya Glukhovskiego i zapewniana przez pewną nieznajomą dziewczynę, że KONIECZNIE muszę go wziąć, przywiozłam go ze sobą do domu. Jak się później okazało, był to DRUGI tom serii, której początku nie znam i do tej pory nie przeczytałam.



Mam zwyczaj zabierania ze sobą książki gdziekolwiek idę – nawet, gdy jest to miejsce, które nijak się ma do czytania – z nadzieją, że znajdę chwilę, żeby do niej zajrzeć. Codziennie jeżdżę autobusem do szkoły i nie tylko, więc każda książka, jaką czytam, mimowolnie „widzi” kawałek świata. Jednak największymi podróżnikami są książki, których czas czytania przypada na mój wyjazd wakacyjny. Zawsze doskonale pamiętam, co czytałam, będąc tu czy tam, bo dane lektury już zawsze kojarzą mi się z miejscami, które odwiedziłam. Największy kawałek świata zobaczyły chyba książki, które zabrałam ze sobą w tegoroczną, wciąż trwającą podróż objazdową po GruzjiPapierowe miasta, Cień i kość, Moje serce, mój wróg, Alyssa i czary oraz – o dziwo – Potop.



Wydaje mi się, że takiej nie ma. Generalnie mój stosunek do lektur szkolnych jest dosyć... wrogi – BARDZO rzadko jakaś przypada mi do gustu, a jeśli od początku czytanie jej jest dla mnie męką, zwykle zostaje tak do końca. Czasem omawianie lektury w szkole pomaga mi lepiej zrozumieć treść, jednak wciąż nie sprawia to, że książka jest mi bliższa. Mogę jednak powiedzieć, że zanim zaczęłam przygodę z Shakespearem, obawiałam się przyciężkawego języka i nużącej akcji, jednak odkąd w gimnazjum przerabiałam Romea i Julię, jest to jeden z autorów, którego sztuki doceniam najbardziej i czytam z ogromną ciekawością.



Pewnie powinnam powiedzieć, że liczy się tylko wnętrze książki, jednak prawda jest taka, że mam w sobie odrobinę pedantyzmu, jeśli chodzi o czytanie, i  lubię, gdy książki są w dobrym stanie i wyglądają na nienaruszone. Nie zawsze kupuję nowe powieści prosto z księgarni – często wymieniam się z innymi czytelnikami na Internecie, jednak wcześniej upewniam się, czy książki wyglądają schludnie i czysto. Raczej nie zdecydowałabym się na kupno używanej książki, gdyby była w stanie rozkładu, chyba że byłby to ostatni egzemplarz na ziemi, a mnie naprawdę mocno by na nim zależało.



Do tej pory czytałam jedynie Inferno, ale podobało mi się tak bardzo, że na pewno na tej jednej powieści się nie skończy. Skupiam się głównie na Kodzie da Vinci i staram się zdobyć go w dobrej cenie już od dłuższego czasu. Jeśli jednak chodzi o ekranizacje książek Browna, nie bardzo mi się podobają :(



Stosunkowo rzadko oglądam filmy, które zostały nakręcone w oparciu o powieść, i do głowy przychodzi mi tylko Nerve – książkę zaczęłam czytać kilka dobrych miesięcy temu, jednak tak bardzo działała mi na nerwy, że wciąż jej nie skończyłam. Ekranizację za to bardzo lubię i to nie tylko ze względu na obecność Dave’a Franco ;) Jest to jeden z nielicznych filmów, o którym mogę powiedzieć, że pochwalam zmiany, jakie powstały w scenariuszu, które odróżniają go od książki. Słyszałam również, że Przerwana lekcja muzyki autorstwa Susanny Kaysen jest dużo gorsza od ekranizacji, jednak nie miałam okazji jej przeczytać i tego sprawdzić.



U mnie czytanie i poczucie głodu są ze sobą całkowicie niezwiązane. Chociaż zdarza mi się, że gdy akcja książki wieje nudą na kilometr, muszę wynajdywać sobie jakieś zajęcie w trakcie czytania, żeby nie zasnąć, i wtedy czasem sięgam po jakąś przekąskę. Ale bardzo rzadko.



Myślę, że nie ma takiej osoby. Mimo tego, że kilka cudownych osób z blogosfery ma bardzo podobny gust do mojego (na przykład Alicja z PolecamGoodbook) i zapisuję sobie tytuły książek, które polecają, to zwykle sięgam tylko po to, na co sama mam ochotę. Gdyby ktoś polecał mi i wychwalał pod niebiosa coś, co całkowicie odstaje od tego, co znam i lubię czytać, istnieje tak naprawdę mikroskopijna szansa, żebym faktycznie po taką pozycję sięgnęła.



Zdecydowanie Królowie Dary Kena Liu. Choć lubię fantastykę, sięgam raczej po jej „lżejszą” wersję, a unikam typowego high fantasy, średniowiecznych historii, magów, trolli, orków i tego typu spraw. Jednak powieść Kena Liu, mimo początkowych trudności, porwała mnie całkowicie. Nawet opisy otoczenia i filozoficzne mądrości, które zwykle usypiają mnie w mgnieniu oka, niesamowicie mi się podobały. Wciąż nie przeczytałam drugiego tomu tej serii, ale zamierzam to wkrótce nadrobić.
_______________________________________

Kogo nominuję? Nikogo konkretnego – Ciebie, jeśli masz ochotę, i Was wszystkich, abyście pisali swoje odpowiedzi w komentarzu. Bardzo chętnie je poznam! :)

You Might Also Like

17 komentarze

  1. Być może zrobię ten tag kiedyś u siebie na blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, dobra ta historia z Metrem :D żeby tak komuś wyszarpać z ręki :D
    Robiłam ten tag u siebie i tak samo jak ty, nominowałam samą siebie <3

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silne i niezależne kobiety z nas haha :D Wymiana targowa bywa czasem szalona, więc trzeba walczyć o swoje ;)

      Usuń
  3. Świetny tag! I skoro zachęcasz, to może skuszę się i zrobię go u siebie, w sumie mój blog dawno żadnego tagu nie widział haha :D
    Pozdrawiam ♥
    https://ogrodliteracki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to idealna okazja, żeby wykorzystać ten tag ;)

      Usuń
  4. Ja mam "sposób" na klasyki - często można je znaleźć w koszach z książkami za 5,10zł. Jak w takowym widzę klasyk to po prosu go kupuje przy okazji zakupów. Drogi nie jest, a u mnie bycie na półce oznacza bycie w kolejce. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry sposób! Na pewno byłoby mi bliżej do przeczytania klasyka, gdyby stał w mojej biblioteczce ;)

      Usuń
  5. Oooo uwielbiam tagi! A ten ma prześliczną oprawę graficzną, dobra robota! :)
    ,,Potop" będę miała w tym roku, ale jakoś pod koniec kalendarzowego roku, a teraz powinnam czytać ,,Lalkę", ale coś nawet się za nią nie zabrałam, a czasu coraz mniej :o A mamy ją przerabiać od razu we wrześniu! ,,Dziesięć płytkich oddechów" bardzo mi się podobała, ale wiadomo ile ludzi, tyle opinii. ,,Romea i Julię" uwielbiam i wszystko co ma podobny motyw, a u mnie w gimnazjum chyba byłam jedyną dziewczyną, której podobała się historia, bo reszta stwierdziła, że jest słaba... Zgadzam się co do ,,Nerve" czytałam książkę, ale uważam, że film jest lepszy, poza tym powieść ma otwarte zakończenie, których szczerze nienawidzę...

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że Ci się podoba, bo zawsze staram się, aby posty wyglądały porządnie, a czasem już wątpię, czy ktokolwiek zwraca na to uwagę ;) Jestem już za połową Potopu i powiem Ci, że nie jest zły - spodziewałam się maskary, a jednak miejscami jest nawet wciągający! Ze mnie romantyczka żadna, ale Romeo i Julia ma coś w sobie, co niesamowicie mi się podoba :) Ja osobiście uwielbiam otwarte zakończenia, czy to w książkach, czy też filmach, ale Nerve tak mnie denerwowała, że nie dałabym rady do tej końcówki dotrzeć :(

      Usuń
  6. Spróbuję odpowiedzieć na pytania, ale muszę się zastanowić :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, zadają Ci lektury na wakacje? :O To trochę smutne :<
    "Dziesięć płytkich oddechów" czytałam i może nie uważam, że jest bardzo słaba, ale za to na pewno baaaaardzo przewidywalna. Co do Moseley się zgadzam, bo to koszmarki, a nie książki.
    Piątka! Też nadrobię Christie na emeryturze :D
    Swoją drogą, ciekawy TAG ;)


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tragicznie smutne, ale wiesz, życie na humanie :'))
      Możemy jako dwie stare emerytki, siąść razem na bujanych fotelach i nadrabiać kryminały Christie! ;)

      Usuń
  8. Również musiałam czytać lekturę na wakacjach (ach ten human). Na szczęście nie był to Potop, tylko Mistrz i Małgorzata, ale też się trochę męczyłam z tą książką. Nie mam też problemu z zaglądaniem na ostatnią stronę, robię to wręcz nagminnie i jak dotąd nic sobie nie zaspoilerowałam.
    Ciekawy tag znalazłaś, aż chyba go kiedyś u siebie zrobię.
    Pozdrawiam :)
    https://life-ishappiness.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Mistrza i Małgorzatę przerabiałam w ciągu roku szkolnego i faktycznie - objętościowo książka też nie jest najmniejsza, jednak Potopowi (900 stron) nie dorównuje. Jakby tego było mało, mam jeszcze do przeczytania Imię Róży (500 stron) :'))

      Usuń