UGLY LOVE, CZYLI GUILTY PLEASURE NIE WYBIERA - RECENZJA #85

Tytuł oryginalny: Ugly Love Autor: Colleen Hoover Data premiery : 9 listopada 2016 Wydawnictwo: Otwarte Liczba stron: 338 PIERWSZE ...



Tytuł oryginalny: Ugly Love
Autor: Colleen Hoover
Data premiery: 9 listopada 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 338

PIERWSZE ZDANIE:



OPIS:
Tate Collins, początkująca pielęgniarka rozpoczynająca staż w szpitalu, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewając się gwałtownych zmian w swoim życiu, które nadejdą na sprawą Milesa Archera. Miles ustala tylko jedną zasadę w związku – nie pytaj o przeszłość i nie licz na przyszłość. Mimo że Tate początkowo akceptuje tę regułę, po pewnym czasie dziewczynie zaczyna to nie wystarczać. Sytuacja między Tate i Milesem prowokuje pytania, które mogą obudzić dramatyczne wspomnienia chłopaka, do których do tej pory nikt nie miał dostępu.

OPINIA:
Sama muszę przyznać, że ten opis brzmi bardzo… schematycznie. Jestem prawie pewna, że po dokładnym przeszukaniu rynku wydawniczego znalazłoby się jeszcze kilka powieści, które byłyby na pierwszy rzut oka bliźniaczo podobne do Ugly Love. I racja, nie mogę się sprzeczać z tymi, którzy od razu skreślą tę książkę ze względu na minimalną oryginalność i ogólne słabe pierwsze wrażenie, przynoszące na myśl pierwszy lepszy głupiutki romans. Nie mam żadnych argumentów przeciwko temu, ale jednak…



Coś jest w piórze Colleen Hoover, co wyróżnia jej książki spośród innych powieści New Adult. Nie mam zielonego pojęcia, co to jest, być może tylko sama autorka zna tę tajemną recepturę, ale nie zmienia to faktu, że potrafi ona sprawić, że ja, czytelnik, który od romansów trzyma się z daleka i podchodzi do nich tylko okazjonalnie, nie uciekłam z krzykiem po pierwszych 50 stronach. Przeciwnie – bardzo mnie one zaintrygowały. To już druga książka Hoover zaraz po Hopeless, jaką miałam okazję czytać, więc mogę z rosnącą śmiałością stwierdzić, że powieści tej autorki są moim małym wyjątkiem od zasady. Są moimi tak zwanymi Guilty Pleasure, które w zasadzie mają w sobie całą masę wad, które można by wytknąć, ale mimo wszystko pozostają gdzieś w sercu.

Jest to historia, przez którą bez trudu można przebrnąć w jeden dzień, tak jak mi udało się to zrobić. W zasadzie myślę, że takim książkom nie należy poświęcać o wiele dłuższego czasu, bo działałoby to tylko na ich niekorzyść. W każdym razie, Ugly Love jest lekturą bardzo szybką i niebywale wciągającą. Tak, właśnie – wciągającą. Cokolwiek by o niej nie powiedzieć, nie mogłam się od niej oderwać, a kiedy tylko musiałam na chwilę zamknąć książkę, moje myśli wciąż błądziły gdzieś dokoła niej. Przypominało mi to sytuację z moim czytaniem serii After Anny Todd – w sumie tematyka, jak i moja opinia o tych książkach jest bardzo podobna. 



Czy Ugly Love jest faktycznie tak pozbawioną wartości i głupiutką historią?
Cóż, nie do końca. Colleen Hoover tworzy bohaterów, którzy ciągną za sobą bagaż doświadczeń mających wpływ na całe ich życie. W tym przypadku mamy Milesa – dwudziestokilkuletniego pilota, który od wielu lat nie wpuścił nikogo do swojego serca. Miało na to wpływ jedno tragiczne wydarzenie z przeszłości, którego chłopak wciąż nie może wyrzucić z pamięci. Miles był bohaterem, który nie był głupi i płytki. Przeciwnie, był bardzo dobrze przemyślaną i wykreowaną postacią.

Jak nietrudno się domyślić, tak jak w praktycznie każdej powieści New Adult, tak i w Ugly Love nie unikniemy licznych scen seksu i rozterek miłosnych głównej bohaterki. Sama osobiście pozbyłabym się kilku niepotrzebnych już opisów stosunku bohaterów, ale zdaję sobie sprawę, że jest to niejako nieodłączna część tego typu książek. Jednak cała ich otoczka, czyli tajemnicza przeszłość Milesa i skryta postać chłopaka sprawiała, że tym samym ta książka miała jakiś sens.



Szczerze muszę jednak przyznać, że w porównaniu z Hopeless, Ugly Love wypada słabiej. Zakończenia historii Tate i Milesa dosłownie NIE DAŁO SIĘ NIE przewidzieć. Było ono bardzo proste i schematyczne, co trochę mnie rozczarowało, bo spodziewałam się jeszcze jakiegoś zwrotu akcji na samym końcu, jednak niczego takiego się nie doczekałam.

Naprawdę nie wiem, jak ocenić tę książkę. Naprawdę coś w sobie ma. Musi w końcu coś w sobie mieć, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać cały dzień i nie umiałam skupić myśli na czymkolwiek innym niż ona. Kurczę, przecież tyle w niej wad! Schematyczność! Przewidywalność! To chyba właśnie tak działa Guilty Pleasure, co? MIMO WSZYSTKO – przyznaję, podobała mi się.

PODSUMOWANIE:
Nie mam bladego pojęcia, czy polecać Wam Ugly Love, czy też odradzać. Z jednej strony mamy całą rzeszę wad tej powieści – właśnie tych wad, które zmuszają mnie do trzymania się z dala od książek New Adult. A z drugiej strony… Colleen Hoover robi coś z tymi swoimi opowieściami, że nie są kompletnie pozbawione sensu i że chce się je czytać i spędzać przy nich czas. Muszę pozostawić tę decyzję Wam – może spróbujecie i poznacie magię Hoover tak jak ja?





You Might Also Like

0 komentarze