,,WSZYSTKO ZA EVEREST'' JON KRAKAUER - RECENZJA #31

Tytuł oryginalny: Into Thin Air: A Personal Account of the Mount Everest Disaster
Autor: Jon Krakauer
Rok wydania: 1997
Wydanie polskie: 2015
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 419
Moja ocena: 10/10

Wiosną 1996 roku najwyższa góra świata pochłonęła dwunastu wspinaczy, którzy odważyli się spróbować swoich sił na jej zboczach. Był to najgorszy sezon od czasu, kiedy pierwsi alpiniści postawili kroki na Mount Evereście. W tym roku Czomolungma była szczególnie niełaskawa dla wspinaczy dwóch wypraw komercyjnych, prowadzonych przez doświadczonych przewodników Roba Halla i Scotta Fishera. Kiedy 10 maja trzy ekipy jednocześnie podejmowały atak szczytowy, nic nie wskazywało na to, aby coś miało pójść nie tak - alpiniści byli niemal pewni swojego sukcesu podczas niezachwianej pogody, pozwalającej na próbę stanięcia na Dachu Świata. Los zwrócił się jednak przeciwko nim i zmusił do morderczej walki o przetrwanie. Jednym z nielicznych, którym udało się ujść z życiem, był Jon Krakauer.

Zacznę od tego, że góry od dłuższego czasu są moją fascynacją. Dzięki mojemu tacie, który od dziecka ciągał mnie po większych i mniejszych wzniesieniach, zdołałam nieco poznać klimat wędrówek w Alpach i innych europejskich pasmach górskich. Jednak najbardziej zawsze interesował mnie szczyt świata - Mount Everest. Od czasu, kiedy obejrzałam znakomity film, wyprodukowany w zeszłym roku, o nazwie Everest, szczególnie zwróciłam uwagę na tragedię, jaka miała miejsce na zboczach Czomolungmy w 1996 roku.

Z wszystkich książek o tematyce górskiej, jakie miałam okazję przeczytać, Wszystko za Everest jest zdecydowanie najlepszą pozycją. To jedna z tych opowieści, która, gdy się dotrze się do ostatniej strony, pozostawia po sobie niedosyt i żal skończonej lektury. Jest to fenomenalna opowieść o katastrofie tamtej wiosny, opowiedziana przez dziennikarza, który brał udział w wyprawie. Jon Krakauer zawodowo operuje narracją, która jest prowadzona w formie dziennika. Wielokrotnie odnosi się do relacji innych obecnych tam wspinaczy, pozwalając czytelnikowi na stworzenie własnej opinii o tym, co naprawdę miało miejsce na zboczach Mount Everestu.

Tym, co wyjątkowo cenię w książce Krakauera, było to, że autor nie oczyszczał siebie ze wszelkich zarzutów - wręcz przeciwnie, wyrażał swój żal z powodu śmierci swoich współtowarzyszy, których być może mógł uratować oraz dzielił się wyrzutami sumienia. Wielokrotnie przedstawiał też krytyczne opinie bliskich ofiar oraz innych alpinistów na swój temat, dając czytelnikowi wolną rękę. Nie próbował kreować jego zdania, podawał tylko argumenty z wielu punktów widzenia.

Książka jest zapisem tego, co działo się dzień po dniu, od przybycia do bazy, aż do powrotu do domu. Krakauer opisuje swoją własną walkę o zdobycie szczytu, a następnie heroiczne próby bezpiecznego powrotu do obozu, a także przeżywa losy wszystkich, którzy tej tragicznej nocy mieli nieszczęście znaleźć się na wysokości ponad 7900 metrów. Znakomity styl autora sprawia, że czytelnik czuje się, jakby sam brał udział w wyprawie: cieszy się ze zdobycia szczytu, niepokoi się pogarszającymi się warunkami pogodowymi, przeżywa tragedie wspinaczy, a na końcu nie może uwierzyć, ile istnień pochłonęła ta wielka góra zaledwie w ciągu jednej nocy.

Aby sięgnąć po tę książkę nie trzeba być obeznanym w świecie wspinaczki wysokogórskiej, nie trzeba nawet interesować się alpinizmem. Jestem pewna, że historia opowiedziana przez Jona Krakauera skradnie serce każdego czytelnika. Jest to opowieść o ludzkiej odwadze, przekraczaniu własnych granic i poświęceniu. O tym, jak bardzo kruche jest życie człowieka w walce przeciwko ogromnej sile natury. O tym, co popycha ludzi do tak niebezpiecznych wypraw, których celem jest stanięcie na Wierzchołku Świata. Gorąco polecam tę książkę WSZYSTKIM. Żałuję, że już skończyłam ją czytać. Chciałabym móc bez przerwy pozostawać w świecie tak doskonale opisanym przez Jona Krakauera.



PS. Dziękuję osobie, która sprezentowała mi tę piękną książkę na urodziny (pomijając to, że przeczytałam ją dopiero dwa miesiące później). Ryba, jesteś najlepsza!
____________________________
FACEBOOK: Books of Souls
INSTAGRAM: books.of.souls

Share:

5 komentarze

  1. Oj, chciałabym przeczytać chciała :3
    Pozdrawiam
    Anuś ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kiedyś podobną książkę, tyle, że autorem był Bear Grylls. Uwielbiam takie lektury i po tą zapewne dość szybko i chętnie sięgnę. ;)
    Dziękuję za odwiedziny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. widziałam film, i od tamtej pory mam w planach książkę, wiec tym bardziej cieszy mnie taka wysoka ocena. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie jestem fanką gór, nawet w takim wydaniu, ale ważne, że tobie się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na co dzień nie sięgam po taki rodzaj książek, ale Twoja recenzja strasznie mnie do tego zachęciła. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na nią w księgarni :)

    OdpowiedzUsuń